


Tak szybko minął rok znowu jest lipiec, piękny słoneczny lipiec jak to w Polsce.
A jak lipiec to, co, to największy zlot Land Rovera w Europie – Poligon Drawski. Fajne jest to, że przepustka i biletem zarazem na wjazd jest posiadanie akurat samochodu tej marki. Trochę nam się pokomplikowało, bo mieliśmy już ten weekend, zaplanowany …, ale cóż zrezygnować z takiej imprezy nie ma mowy.
Umawiamy się z naszymi znajomymi z okolic wawy i jedziemy w trzy samochody, no może nie jedziemy, ale spotykamy się na miejscu.
Jako że już raz byliśmy, czyli weterani 🙂 , doposażyliśmy samochód, doposażyliśmy obozowisko – wszystko gotowe startujemy.
I tak jak poprzednim razem dojeżdżamy późnym popołudniem, chwila na szukanie miejsca na obozowisko, a jako ze będą nas 3 samochody to szukamy większego 🙂 , no i jest. Szybkie wypakowanie samochodu, rozbicie obozowiska i lecimy się zarejestrować.

Po drodze spotykamy znajomych z zeszłego roku i tak w ogóle dużo znajomych twarzy 🙂 . Po rejestracji wracamy ponieważ po dojeżdżali znajomi, jako że My weterani 😉 , to oprowadzamy ich po terenie, jak zwykle bardzo fajna atmosfera, pełno dzieci i bardzo rodzinnie, fajne ognisko, czuje się że to jedna wielka rodzina. Wieczór bardzo miło spędzamy przy grillu, opowiadając gdzie, kto był przez ten rok. Nasi znajomi to koledzy z zeszłego roku Range Roverem z nowym silnikiem 😉 , i Nasz kolega DISCO II z synem chyba 10 letnim 🙂 wiec ekipa pod wezwaniem.
Rano oczywiście odprawa, rozdanie roadbooków i w drogę na trasy przygotowane na poligonie.
My jedziemy w tym roku jak poprzednio trasa turystyczna, pomimo tego, że przez ten rok naprawdę nauczyłem się samochodu i na reszcie wiem, co potrafi, ale jakoś tak i Lucy chce poprowadzić…. . Jedziemy fajną trasą jak zwykle piach, błoto, leśne dukty, i z powrotem, fajna zabawa, i znowu trzeba komuś pomóc wyciągarkę rozruszać, tak to lubimy.

Niestety w miarę jedzenia apetyt rośnie, jest rozgałęzienie dróg krótka narda i skręcamy na trasę sportową, no zobaczymy jak daleko zajedziemy, no, no zajechaliśmy jakieś 200 m, i natrafiamy na korek, bo z przodu trzęsawiska, a trasa oczywiście prosto przez środek. Zostawiamy samochody i idziemy zobaczyć, co i jak, bardziej doświadczeni kombinują jak by to ustrojstwo pokonać, długo to trwa, aż w końcu gościu w żółtej Dyskotece się decyduje twierdząc „im gorzej tym lepiej” i wjechał po klamki …. Oki, my tam nie wjeżdżamy, okazuje się, że bokiem jest objazd, ale organizator jakoś tak niechętnie chce abyśmy tamtędy jechali, ale i tak przejazd przez bagienko zblokowany i zanosi się, że długo jeszcze będzie tym bardziej, że w żółtej DISCO już spaliła się wyciągarka…

Coraz więcej samochodów objeżdża pułapkę, w której tkwi DISCO, My też ją objeżdżamy, jedziemy dalej trasą SPORT, ale jest spoko dajemy radę, na kolejnym skrzyżowaniu wracamy jednak na trasę turystyk. Ale nawet trasa turystyk to super zabawa, nadal pokonujemy piaszczyste odcinki poligonu, taplamy się, no oczywiście nie jak sport, ale jednak w błotku, pokonujemy

kałuże te małe i te duże. Dojeżdżamy do jednego z niezliczonych mostków, a jednak jedziemy brodem 😉 , no i fajnie. Kinetyk który wozi kolega w Range Roverze w końcu tez się przydaje 🙂 . W drodze powrotnej na biwak zachciało nam się fajnych fotek to wjeżdżamy tyłem do jakiegoś rozlewiska kilka fotek i wyjeżdżamy, ale nasz kolega z drugiego DISCO też zapragnął kilku fotek, ale jakoś tak niefartownie cofnął, że nie może wyjechać to rzucam coś w stylu „ to jeszcze cofnij i się napędź” , niestety tak zrobił, i co, i woda w salonie zanim podpięliśmy nasz samochód to całkiem u niego mokro się zrobiło w Disco. No cóż na biwaku będzie suszenie, a przecież mógł nie słuchać ….

Na biwaku, super, pali się oczywiście ognisko, super atmosfera jak to w wielkiej rodzinie. Są konkursy dla dzieciaków jest loteria, dla dorosłych dzieciaków – o dziwo, jako drugą nagrodę wylosowano numer startowy 44, a właśnie taki mamy My 🙂 . W tak zwanym międzyczasie Oskar syn naszego kolegi owiną się cały?, taką białoczerwoną taśmą do oznaczania miejsc niebezpiecznych i teraz leży na ziemi i nie może się wyplątać, jest ubaw. Wieczorkiem fajne różne atrakcje, opowieści podróżnicze, filmy dla dzieci i co tam, kto woli.
Poranek piękny słoneczny przygotowujemy śniadanie, a Oskar pod nieobecność kolegi spokojnie skrobie jego autko z błota znalezionym patykiem 😉 , dobra trzeba interweniować bo będzie nieszczęście …
Cały dzień włóczymy się po poligonie, tu można, co rok przyjeżdżać i co rok coś cię zaskoczy, a trasy przygotowane przez Moliego i jego ekipę no cud miód. Czas wracać do obozowiska jest późne popołudnie, a jutro z samego rana wracamy. Jak zwykle wieczór spędzony w bardzo przyjemnym towarzystwie, przy ognisku i odrobinie bursztynowego napoju z za kanału La Manche.

Poranek taki jakiś smutny czas zwijać obozowisko i powoli ruszać w kierunku domu. Podróż powrotna bez żadnych niespodzianek, jak zwykle po powrocie rozpakowanie autka i zasłużony odpoczynek.
Dziękujemy organizatorom za super zabawę zdobyte doświadczenie, a wszystkim znajomym za bardzo miłe towarzystwo.

Pozdrawiamy i do zobaczenia gdzieś na szlakach ……
Lucy&Daro

Z pasją przez bezdroża Europy! Odkrywaj, podróżuj, inspiruj się.